Ponieważ jak się okazuje mój Mąż Przemysław czyta jednak tego bloga, muszę napisać sprostowanie do jednego z ostatnich postów.
Mam odszczekać kolejno, że mój Małżonek szanowny nie jest fanem piłkarskim nie najwyższych lotów i że owszem czasem brzydko mówi na temat reprezentacji Polski, jak tej nie wychodzi, ale tak trzeba, bo to jest krytyka konstruktywna...
Nawiązując do ostatniego posta o malowaniu mebli to zrobił mi on smaka na kolejne malu malu i tak pod wałek trafił poniższy zestaw mebelków z Ikei.
Oprócz malu malu zrobiła jeszcze szyju szyju wypychu tapicerku, bo ta dykta na krzesełkach taka nie miła i taka nie ładna. Na jedno krzesełko dała takie białe milutkie futerko/bardzo praktyczne przy dwulatku pasjami malującym farbami/, ale ponieważ jest też grubiutkie to wiele nerwów kosztowało ją zainstalowanie go. Na drugie więc się już nie wysilała i nawlekła zwykłą cienką tkaninę.
W kwiaty. To się chłopak ucieszył!
No, ale dla kogo ja to robię?
Przecież wiadomo, że dla siebie;)


Potem jeszcze nie mogłam się opanować to se ramki na kolor walnęła.
Inspiracją do zmian w pokoju StAsia była robota jaką Aga, Pańcia bloga Agea happiness, odwala w pokoju swoich dzieci.
Zaprosiłabym Was do niej na nowy post, bo wiem, że taki powstaje, ale zaglądacie na własną odpowiedzialność.
Czego ona dla tych dzieci nie robi, nie zdobi, nie szyje, wycina, modzi i animuje.
Super Mama!!!
A wy coś zmalowałyście w ostatnim czasie?
AA jak Twoja szafa?
Jołaśka:)





















































