środa, 11 października 2017

STOLIK i KRZESEŁKA pod WAŁEK




























Ponieważ jak się okazuje mój Mąż Przemysław czyta jednak tego bloga, muszę napisać sprostowanie do jednego z ostatnich postów.
Mam odszczekać kolejno, że mój Małżonek szanowny nie jest fanem piłkarskim nie najwyższych lotów i że owszem czasem brzydko mówi na temat reprezentacji Polski, jak tej nie wychodzi, ale tak trzeba, bo to jest krytyka konstruktywna...


Nawiązując do ostatniego posta o malowaniu mebli to zrobił mi on smaka na kolejne malu malu i tak pod wałek trafił poniższy zestaw mebelków z Ikei. 


Oprócz malu malu zrobiła jeszcze szyju szyju wypychu tapicerku, bo ta dykta na krzesełkach taka nie miła i taka nie ładna. Na jedno krzesełko dała takie białe milutkie futerko/bardzo praktyczne przy dwulatku pasjami malującym farbami/, ale ponieważ jest też grubiutkie to wiele nerwów kosztowało ją zainstalowanie go. Na drugie więc się już nie wysilała i nawlekła zwykłą cienką tkaninę. 
W kwiaty. To się chłopak ucieszył!
No, ale dla kogo ja to robię?
Przecież wiadomo, że dla siebie;)











Potem jeszcze nie mogłam się opanować to se ramki na kolor walnęła.


Inspiracją do zmian w pokoju StAsia była robota jaką Aga, Pańcia bloga Agea happiness, odwala w pokoju swoich dzieci. 
Zaprosiłabym Was do niej na nowy post, bo wiem, że taki powstaje, ale zaglądacie na własną odpowiedzialność. 
Czego ona dla tych dzieci nie robi, nie zdobi, nie szyje, wycina, modzi i animuje.  
Super Mama!!!


A wy coś zmalowałyście w ostatnim czasie?

AA jak Twoja szafa?

Jołaśka:)

środa, 4 października 2017

Malu malu IKEA feat Flugger



Jak zasiadam do pisania tego posta to fest pizga za oknem/piękny i wzruszający początek,aż chce się czytać dalej...
W związku z czym w swej wspaniałomyślności pomyślałam, że czas na post z serii  choć pomaluj mój świat na żółto i na miętowo/ah ta znajomość polskiej piosenki, chyba do JAKA TO MELODIA się zgłoszę. Obyta z kamerą jestem. Występowałam w Rykowisku pierdylion lat temu i byłam na wyjściu Gulczasa w pierwszej edycji Big Btothera. WYSTARCZY!!!
A! I jeszcze wcześniej z Aśką bardzo chciałayśmy w telewizji WOT/Warszawski Ośrodek Telewizyjny wystąpić, która wizytowała naszą podstawówkę z okazji wystawy kotów zorganizowanej przez jedną z ambitnych uczeninic. Zdradzę, że nie byłam to JA.
Koty były tak egzotyczne, jak rok w którym wystawa miała miejsce czyli jakiś 1990. Generalnie każdy kto miał kota mógł przyjść i go sobie wystawić. My nie miałyśmy co wystawiać, ale szczęśliwie znalazłyśmy jakiegoś spolegliwego kota po drodze do szkoły, koło sklepu i zmusiłyśmy go do współpracy pętem kiełbasy zakupionym w owym.
Pamiętam, że na poczekaniu brednie wymyślałyśmy, pytane przez Pana reportera co kotek lubi a czego kotek nie lubi.
No naprawdę wystarczy, wystarczy!!!
Wracając jednak do malowania, po tym przydługim wstępie.
Wykonałam je nie dla siebie, ale na własnych warunkach. W sensie, że mogłam użyć farb Flugger'a, którego jestem nieodpłatnie wyznawczynią. Zawiodłam się tylko tym zestawem wałek plus pędzel. Jedno i drugie takie se, ale jakoś dało radę i po drugiej warstwie farby z efektu byłam zadowolona. 
Namówiona przez sprzedawcę we Flugerze kupiłam podkład, ale zrobiłam próbę i okazało się, że bez krycie jest takie samo więc odpuściłam extra robotę, extra kasa została niestety wydana bezpowrotnie, ale może pisząc ten post kogoś przed nim uchronię. Mebli też wcześniej nie zmatowiłam, nawet suchą ścierą ich nie przetarłam. Skręciłam i pomalowałam. 
Ktoś wybrał fajne kolory, bo nie byłam to ja i bardzo spodobały mi się pomysł z drewnianymi wieszakami,które też malowałam. Muszą efektownie wyglądać we wnętrzu. Mam jedynie wątpliwości co do możliwości ich wykorzystania w charakterze wieszaków, używanych przez małe rączki. 
Nie było mi dane zobaczyć pokoju, w którym meble zamieszkały, ale mam ich zdjęcia. 
Tęsknię :D



















środa, 27 września 2017

PROSTE I KOLOROWE makramowe kwietniki



Środowy wieczór to bardzo dobry czas na postowanie, dla kogoś kto jak ja ma w domu kibica piłkarskiego. 
Nie jest to fan najwyższych lotów, bo kiedy np. reprezentacji podwinie się noga bardzo brzydko się o nich wypowiada. Mecze ogląda tylko te co ważniejsze,takie jak dziś w rozgrywkach ligi mistrzów, ale trzeba przyznać, że jak w 2014 roku Polska wygrała z Niemcami 2-0 to dziurę w stole ze szczęścia zrobił, waląc w niego radośnie pięścią po trzykroć.
Dziś PSG wygrywa właśnie z BAY 3-0, ale jest spokojny, więc korzystając z okazji, że nie rozwala żadnych mebli przysiadłam do wciąż nie połamanego stołu na środowe pisiu pisiu. 
Wiem, że gdzieś tam na drugim brzegu Wisły nad nowym wpisem siedzi też Aga, do której Was w ciemno na nowy post zapraszam. O TU.    

Makramowe kwietniki chodziły za mną od jakiegoś czasu, więc najpierw zwróciłam się do eksperta w tej dziedzinie, czyli Karmelowej z pytaniem gdzie mam się udać po sznurki. Kupiłam sznurki a potem już tylko czekałam na obiecany przez Olę z bloga O Zebrze tutorial w jaki sposób je wykonać. 
I się doczekałam.   
Ola naprawdę się przyłożyła i starannie wszystko opracowała i pokazała, ale skomplikowane sploty postanowiłam zamienić jednak na korale z surowego drewna i słomki z IKEI.  
Dzięki czemu zaoszczędziłam też duuuuużo sznurka. 
Nie wiem co prawda co z nim będę robić, ale teraz pomyślałam, że może osłonki na stojące doniczki. 
Macie jakieś tutoriale jak taki koszyczek na szydełku zrobić?
  
Zanim jednak o koszyczkach paczta z czego i jakie te kwietniki uwiła. 


















I paczta jak mi zielonego w chałupie przybywa. 
Niedługo będę mogła z kołdry zrezygnować. Po prostu będę liście na łeb naciągać. 




środa, 20 września 2017

KAKTUSY W KOKOSIE



Ostatnimi czasy zasypiam z powyższym widokiem. 

Będę musiała to przewiesić, ponieważ nieco mnie on stresuje, bo
to są proszę Państwa tytułowe kaktusy w kokosie. 






Same se to zrobiła, żeby była jasność. 
Dobrze, że tych nożyczek jeszcze do dołu ostrzem tam nie powiesiła. 
Posłużyły jedynie do ucięcia sznurka i szczęśliwie spoczęły w szufladzie. 








Jak już się tak Państwu zwierzam, to muszę przyznać, że mam też lęki dotyczące pozostałych doniczek, tym bardziej, że wiem, że będzie ich coraz więcej. 
Ponieważ absolutnie zwariowałam na punkcie zielonego we wnętrzach. 
Baaaardzo mnie się ta moda podoba :):):)
A Wam?




Dobranoc