środa, 15 lutego 2017

Serce i brzuch rośnie!

Dorośli, w tym ja, boją się dziewczynki, która właśnie wkroczyła do poczekalni przychodni z filetowymi ustami. 
Ospa!
Chłopiec w jej wieku podchodzi do niej i pyta:
Jadłaś flamastra?
Nie.
A co jadłaś? Długopisa?
Tak...

Nie wiem na co wygląda fałd na moim brzuchu, wyzierający zza koca, ale liczę na taką otwartość i zrozumienie jak to okazane przez chłopca fioletowej dziewczynce i uprzedzając pytania:
Nie, nie  jadłam arbuza:)

Dokładnie 4 lata temu, 15 lutego 2013 r. opublikowałyśmy pierwszy post na blogu. 
Jego bohaterem były Marczaki - małe, wełniane buciki dla zaprzyjaźnionego Bobasa, który niebawem miał przyjść na świat. 
Napisałam wtedy, że to chyba właściwy temat posta na początek. 
Pomyślałam, że równie właściwie będzie dziś podzielić się z Wami dobrą nowiną. 
Świętując urodziny bloga, czekamy na narodziny małego Frania. 
Serce i brzuch rośnie!
:)






wtorek, 14 lutego 2017

Pieróg w służbie miłości!?




Niektórzy kupują kwiaty, inni czekoladki, ona chciała podarować pieroga...
Uparła się, żeby jej taką prostą, nieotwieraną wersję uszyć i że to w służbie miłości, bo dla Ukochanego.
Niby, że za pierogami przepada! Mam nadzieję, że nie będzie kazała mu go zjeść...
:):):)
Żyjcie długo i szczęśliwie!
CMOK< CMOK












sobota, 11 lutego 2017

W temacie HYGGE




Jak się tak długo nie robi pisiu pisiu to nie wiadomo od czego zacząć, szczególnie, że z czasem zamiera w człowieku chęć dzielenia się co u Ciebie. Pogrzeb chęci dzielenia się mogłabym wyprawić wspólny również dla przekonania, że kogoś może obchodzić czym chcesz się podzielić. 
Długo tak trwałam sobie w żałobie po pożegnaniu obu tych chętek, aż tu na trasie Warszawa-Sopot, w którą zabrałam najmniejszą książkę z tych z kolejki do przeczytania - HUGGE Klucz do Szczęścia Meika Wikinga. 
Nie byłam na nią szczególnie napalona po przeczytaniu pierwszych stron jeszcze w domu. 
Oczywiste oczywistości gość powtarza na co drugiej stronie jakimś takim kalekim, na pół naukowym językiem, męcząc mnie procentami, danymi i innymi. 
Nie tego się po niej spodziewałam. 
Dobrze jednak, że jej gabaryt dał jej szansę, bo czym dalej w ląd tym przyjemniej. 
Do czytania dołączyłam odtwarzanie na YT muzyki hygge i nie wiedzieć czemu, chociaż o blogowaniu nie ma w książce mowy, myślami wciąż wracałam tu. 
Zapewne dlatego, że dla nas blogowanie to spotkania choćby w swoim małym "autorskim" gronie, jako, że już to dłubiemy i piszemy we trzy, a HYGGE to m.in szczęśliwi razem jak można w tej małej książeczce wyczytać. 
Poza tym jak same jesteśmy wirtualnie aktywne to też więcej czasu spędzamy u Was, w sensie goszcząc się w Waszych małych blogowych światach, w progach, których lubimy się gościć. 
A takie goszczenie się i dzielenie się tym kto co ma i co potrafi, też podobno jest bardzo HYGGE.
I tak wraz z dobijaniem pendolino do brzegu, napawając się widokiem morza za oknem, postanowiłam się podzielić również swoją zajawką na tworzenie swojego otoczenia, przyjemnym, czystym i funkcjonalnym.
W tym miejscu trzeba by wspomnieć o jeszcze jednej popularnej ostatnio lekturze czyli Magii sprzątania i drugiej jej części, której tytułu nigdy nie zapamiętam, ale wiadomo o co chodzi.  
Proces porządkowania swojej przestrzeni i praca nad tym, żeby otaczać się, rzeczami, które sprawiają mi radość, bo o to głównie autorce obu książek chodzi, trwa u mnie już jakiś czas. Wywaliłam nieskończoną ilość worów niepotrzebnych ubrań, rozdałam drobne nie cieszące mnie rzeczy, stałam się handlarą mebli i elementów wyposażenia wnętrz i nie tylko na OLX.
I po mału, z pasją wszystko wymieniam.
Oczywiście trwa to długo, czego dowodem jest post, który napisałam we wrześniu tamtego roku, ten o meblośmieciach: KLIK, w którym prosiłam o pomoc w wyborze lampy nad stół. 
I ta nadeszła w bardzo konkretnej formie, bo lampę dostałam, w zamian za zrobienie zdjęć innych ich lamp, od Nicole, która pracuje w firmie Britop, która ją stworzyła. 
I tak Herbert zawisł nam nad głowami. 
Na początku szczerze mówiąc nie byłam z niego zadowolona, bo choć za dnia bardzo mi pasuje, to nie dawało mi radości wieczorne wypalanie mi oczu ostrym światłem, w którym siedząc nie czujesz się za dobrze, bo też nie za dobrze wyglądasz. 
Problem jednak się rozwiązał po znalezieniu żarówki o odpowiedniej "temperaturze".
Wcześniej wisiała w tym miejscu IKEA KROBY, w porównaniu z którą Herbert jest mniej nachalny wizualnie i fizycznie, bo od Kroby dostałam kilka razy pałąkiem w łeb, szczególnie jak zmieniłam już stół z prostokątnego na okrągły, a lampy jeszcze nie...  

Pociąg dojeżdża już do stacji Sopot, więc nie mam już czasu na pisiu, pisiu a i Wam pewnie odechciewa się czytu, czytu, więc napiszę jeszcze tylko, że jestem bardzo rada, że podzieliłam się tymi tytułami, bo to szczęście kiedy w domu wszystko ma swoje miejsce, bałagan jak się zrobi, a wiadomo, że się zrobi to dużo szybciej jesteś w stanie skasować, panujesz nad otoczeniem, które w dodatku cieszy Twoje oko, jest przytulnie i HYGGE. Szczególnie kiedy w tym domu masz małego bobasa i spędzasz raczej więcej niż mniej czasu. 

Korzystając z tego, że dom i bobasa chwilowo opuściłam idę powdychać mniejszy smog niż w Warszawie i zjeść na śniadanie śledzia po kaszubsku w Barze Przystań w ich pawilonie na samej plaży, gapiąc się na spienione morze. 
Polecam. Do następnego. Pa.















sobota, 31 grudnia 2016

Sylwestrowe ho ho ho





Nasze choinki wciąż wesoło wirują upajając się Oktawą Bożego Narodzenia, tym samym wcale nie czują skrępowania, że może za późno, aby robiły za ilustrację do posta z życzeniami dla Was. 
Tak więc wraz ze swoimi wesołymi choinkami wszystkim życzymy pogody ducha na cały przyszły rok, satysfakcji przy rozliczaniu minionego i wszystkiego Waszym sercom milutkiego. 

Joałaśka, Aśka, Ewka i Antonina - miał, miał. 

:):):)




 



 

piątek, 7 października 2016

PREZENTY TO JA LUBIĘ!



Miałam ja Ci trochę bursztynowych koralików, z którymi nie było wiadomo co począć i tak przeleżały w pudełku po kremie 200 lat. Aż pewnego dnia pojawiła się u mnie Ola, Królowa koralikowych splotów, w temacie swojej nowej pasji, czyli lalek Waldorfskich, o czym było tutaj
Ponieważ mam ja Ci nadmiar materiałów, filcaków i wszelkiego dobra odpaliłam jej na nową drogę szycia promil tego co zbywało. 
I ona w te pędy płacić mi za to. Ale myślę sobie hola, hola, tak łatwo się nie wywiniesz ptaszyno. 
Masz Ty tu pudełko po kremie z bursztynowymi koralikami i zapleć mi co, jak to tylko Ty potrafisz. 
I zaplotła wprawiając mnie w osłupienie. 
Raczej nie noszę biżuterii, ale to co mi wysłała bardzo mi przypasował i nosić zaczęłam:)
Mam apetyt na więcej:)

PS. Ola do czego jest to z hakiem?:)
Na co mam se to nasadzić?