czwartek, 16 czerwca 2016

WARTO!!! Muzeum domków dla lalek w Warszawie






Jakież było moje zdziwienie kiedy mój Mąż Przemysław, ten sam który będzie dziś wybijał pięścią dziury w paździerzowym stole z Ikei kiedy strzelimy Niemcom gola, zaproponował, abyśmy w wolnej chwili, których nie mamy ostatnio zbyt wiele, poszli do Muzeum Domków dla Lalek...!!!

Przypadkowo dysponuję fotografią swego lica z miną, która mi wtedy towarzyszyła:




 Zdziwienie szybko ustąpiło bezgranicznemu zadowoleniu i silnemu radosnemu ślinotokowi. 
Objawy te nasiliły się kiedy przekroczyłam w sposób niezwykły prób Muzeum. 
Nie będę zdradzać jak to się dzieje i przez co się przechodzi, żeby Wam nie psuć niespodzianki jeśli zdecydujecie się wybrać, niemniej już od wejścia jest bajkowo. 

Od pierwszej gabloty moje serce mocno przyśpieszyło, na widok zabawek, które znalazłam w dawno nieotwieranych dziecięcych szufladach swojego mózgu. 
Oto one: 





Z trudem powstrzymałam się przed załadowaniem wszystkich zdjęć jakie zrobiłam. 
Najbardziej ujęło mnie wszystko, a szczególnie oświetlenie tych domków i zastosowanie koralików do wykonania różnych elementów ich wyposażenia. 
Zaskoczeniem był pogrzeb lalki zakonnicy, chowanej w szklanej trumience... :) i wiejska izba w starym chlebaku! Co za wspaniały pomysł!
Miłego oglądania, mam nadzieję, że również na żywo. 
Muszę też wspomnieć o przesympatycznych Paniach, które pracują w Muzeum i o sposobie na zakup  ulgowych biletów. 
Wszystko znajdziecie na ich stronie 













































wtorek, 7 czerwca 2016

CIEMNA NOCKA



Chytry traci dwa razy. 
Doświadczyłam tego oszczędzając na roletkach w pokoju bobasa, zamawiając zwykłe, zamiast takich, które dają zaciemnienie. 
W efekcie Stanisław ani myślał kłaść się kiedy słońce na niebie jeszcze wysoko. Myślał za to, że wspaniale wstać razem z pierwszym promieniem słońca i tak też robił. A trzeba Wam wiedzieć, że w maju słońce to i o 4 potrafi wstać...

Nie chcąc montować karnisza i wieszać zasłonek, które zasłoniłyby tapetę położoną wokół okna, zastosowałam rozwiązanie pośrednie, wieszając ciemnoszary koc w oknie. 
Jaki to dawało wspaniały efekt estetyczny to nie muszę chyba pisać, albo napiszę - MELINA. 
Zastosowanie koca miało jeszcze inne liczne minusy, ale o tym nie będę się rozpisywać, bo mi jeszcze stosowne organy dziecko zabiorą. 

Nękająca mnie myśl, o potrzebie zmian, wrodzone skąpstwo i post na blogu Cherrywood, którego autorką jest Marta, a który znajdziecie TU , zaowocowały CIEMNĄ NOCKĄ. 

Potrzebowałam tylko szablonu w gwiazdki i jazda do maszyny. 

Tak też dopuściłam się plagiatu, ale mam nadzieję, że podobnie jak milionom Chińczyków ujdzie mi to płazem, albo gadem. 







Materiał, z którego uszyłam CIEMNĄ NOCKĘ ma dodatkowe, nieprzewidziane przeze mnie na etapie wybierania go, właściwości. Oprócz głównych większych i mniejszych gwiazd skrzy się i połyskuje milionem maleńkich punkcików, na które sama chętnie się gapię usypiając Stacha.







PS. CIEMNA NOCKA chciała jeszcze, korzystając z okazji,  podziękować męskim kończynom, które pozwoliły jej pozować do sesji zdjęciowej. 
Mogłyby być zgrabniejsze, ale CIEMNA NOCKA nie jest taka, żeby narzekać.

PS2. update dal Jareckiej:obraz pokoju po zaciągnięciu CIEMNEJ NOCKI










piątek, 3 czerwca 2016

Dr KOT



Wobec Dr KOTa mam niespłacalny dług wdzięczności. Tak duży, że nie zamknę go nawet w największym i najbardziej ekskluzywnym pudełku czekoladek. 
W akcie desperacji postanowiłam więc go uszyć, opatrując jego kitel zasłużoną plakietką z tytułem 

NAJLEPSZY LEKARZ NA ŚWIECIE.

Mam nadzieję, że nie zejdzie na zawał jak się zobaczy. To byłaby nieodżałowana strata dla środowiska medycznego i ludzkości. 


W fazie produkcji. 




Prywatnie wyluzowany. 




Dzień dobry. Co dobrego?


Pani Joanno, znowu Pani zapomniała brać leków?


Ręce i ogon mi opadają. 



Kubek mleka z rana jak śmietana. 


Zgadnijcie co tu napisałem? 


Recepta.Hi Hi. Niech się baby w aptece męczą. 

wtorek, 31 maja 2016

COŚ TAKIEGO!




Coś takiego!!!

Tymi słowy zareagował onegdaj mój szwagier, jak niesie rodzinna anegdota, wtedy lat mniej niż 5, kiedy to w prezencie pod choinkę dostał parę gaci. 


Zapewne również tymi słowy, wyrażającymi mix irytacji, rozczarowania i niedowierzania zareagowałby Stanisław na widok prezentu z okazji Dnia Dziecka , jaki matka, czyli ja mu uszyła. 
Szczęśliwie jednak się składa, że mówić jeszcze nie umie. 

Kompletów poducha plus przykrywadełko z przeznaczeniem do wózka, podobnie jak gaci, nigdy za wiele ;)








Z doświadczeń szyciowo technicznych - lamówkę lepiej założyć jak na zdjęciu poniżej. Wszyta na styk, jak na powyższym, z czasem się siepie.