Nawet ten dzisiejszy wiatr mnie tak nie zmęczył jak swego czasu szycie ochraniacza na Stasinkowe łóżeczko.
Najpierw Shakespear w wydaniu dla matki szyjącej:
Sew or not to sew?
...bo, że niebezpieczny, że dusi i atakuje.
Postanowiłam jednak zaryzykować życie pierworodnego, wtedy jeszcze wiodącego szczęśliwe życie płodowe i ochraniacz uszyłam.
Infantowi ochraniacz krzywdy w przyszłości nie zrobił, za to ja małom ducha nie wyzionęła na etapie jego powstawania. Nie dziecka, tylko ochraniacza.
Zamiast wziąć dwa kawałki materiału i uszyć z nich poszewkę, którą można wypełnić i na spokojnie potem obszyć tasiemką, to ja wypełniacz, materiał wierzchni i ten spod spodu starałam się przez całe, jak ochraniacz długi ,4 metry trzymać w kupie i zszywać.
Oczywiście, że mi się nie udawało. Jak złapałam tasiemkę i materiał z wierzchu to spodni się nie łapał, prułam i szyłam od nowa.
Kobiecie z zalanym hormonami ciążowymi mózgiem, którą wtedy byłam, udało się go skończyć, ale przy tym mało się sama nie skończyłam.
Wszywanie troczków to horror zasługujący chyba na oddzielny post;)
Macie jakieś swoje sprawdzone sposoby jak szybko i sprawnie taki ochraniacz uszyć/wszyć troczki itd.?
Niby taki banalny projekt, a można się urobić, jak ktoś nie skorzysta ze sprawdzonych sposobów.
Podzielcie się nimi koniecznie!