Zachodzę se ja raz wieczorkiem do Deszczowego Domu, tak gdzieś po 21 było, a tam Jarecka baja, jak to ona tylko potrafi, że jej tak dla rozkoszy, od niechcenia i tak z pod palca jakieś kwiaty na szydle wychodzą i ona nie wie co z nimi, bo ich tyle idzie i idzie i że gdzie se przyczepić i co se zrobić...
No żeby Cię! To mi krew pot i supły i nici, żeby co wyszło, a tej se idzie, a idzie tylko co z tym?
A wzór taki, że bym se dwa szydła do ręki wzięła i oczy w ofierze złożyła, po jednym drucie w każde wbijając to i tak by nie powstało.
No nie ważne. To tak baj de wej.
Meritum wieczoru to się rozegrało, jak w drzwiach litościwa Panienka Aeljot, z tym samym co Jarecka problemem, stanęła.
I opowiada, że ona se z kolei haft krzyżykowy tak spod palca, dla rozkoszy i od niechcenia trzepie i że rada jak ktoś się zlituje i mu się przyda i weźmie
No to ja już nie wytrzymałam i jej w te słowa.
Słuchaj, jam jest LITOŚCIWA JOANNA.
I tak mnie to wyznanie zmordowało, że zasnęłam i już odpłynąwszy z Deszczowego Domu, nie słyszałam jak hojna(wtedy się taką okazała) Aeljot powiedziała, żeby se jej bloga przepatrzeć i jak coś mi się spodoba, to żeby brać.
No to se wybrałam, ale hojna Aeljot nie byłaby sobą jakby mi po stokroć więcej niż wybrałam nie napakowała, aż koperta w kleju pękała, bo nie była szyta.
Patrzta!

Dzięki Ci hojna Aeljot.
Pakuje zara wszystko w ramy.
Love you!
Jołaśka
















































