środa, 8 listopada 2017

ADAPTACJA



Puszczacie dziecko do przedszkola, pierwszego dnia ryczy nie chcąc w nim zostać, a drugiego ryczy nie chcąc z niego wyjść. Znacie to?
Ja nie!;)
U nas jest tak. Dwa tygodnie ryczy, dwa tygodnie choruje. 
Potem zdrowieje, ale jak się To zorientowało, że jak jest chore to siedzi w domu, to zaczeło chorować na zawołanie i częściej. Czy można chorować częściej niż 2 z 4 tygodni w miesiącu? Można:)
Przy tym jaka różnorodność. Co chcecie - zwykłe przyziębienie, niezwykłe, zapalenie oskrzeli, a może spojówek? 
 Proszę bardzo!
Wcześniej ryczało To też u lekarza, teraz prosi, żeby iść do CICI/tłum.Cioci 
Kochanej CICI co to pozwoli zostać w domu. 

No to sobie na tych roślinach odbijam.
Nawet te najmłodsze i najmniejsze, odcięte od Matki, dostaną ziemi, wody i łaski nie robią, nie płaczą, rzadko chorują.
Rosną ...
ZEN;)



















środa, 25 października 2017

Czas na sufit





W obliczu niemiłosiernie kurczącej się powierzchni mieszkania pod uprawę czas na zagospodarowanie sufitów ;)
(W zanadrzu mam jeszcze przemeblowanie mieszkania...)
W tym celu nauczyła się plątać kwietniki makramowe. 
Zwykle jak się czegoś nowego uczy to najchętniej korzystając z YT, ale tym razem całkiem sprawnie jej to poszło z instrukcją Oli znalezioną na jej blogu. O TU.
Ola plotła swój z bardzo grubego sznurka 9 mm. Mój miał 3 mm, ale żeby uniknąć problemów i niespodzianek postanowiłam nie kombinować i motać kwietnik z takich samych jak u Oli ośmiu kawałków sznurka po 6,5 m każdy. 
I jak się okazało przy cieńszym sznurku dużo go zostało, więc jak plotłam z innego koloru, ale również 3 mm, to ucięła sznurki dużo krótsze. 
Wtedy spotkała mnie kara i ledwo mi tego sznurka starczyło, żeby dokończyć kwietnik. 
Nie wiem jak to się dzieje, ale ten sznurek żyje. Niby tnę równe odcinki, za chwilę jak je składam do kupy okazuje się, że są jednak różnej długości itd. 
Jeśli ktoś nie próbował wykonać kwietnika, albo szyć MINKI, pewnie nie wie o czym bredzę, ale mówię Wam - sznurek żyje i lepiej na niego uważać. 
Resztki mam zamiar wykorzystać do zrobienie, a jakże osłonek na doniczki. Supełków, którymi resztki powiążę nie będzie widać. Schowam je w środku. 
Polecacie jakiś tutorial na zrobienie takich sznurkowych koszyczków? Może znajdę go na blogu którejś z Was?
Dajcie cynk. 
Pozdrawiam cieplutki, suchutki i odsyłam do kolorowego świata Agnieszki i jej dzieci, które szczęśliwie mogą cieszyć się i bawić fantastycznymi zabawkami zrobionymi przez Mamę. 
Link do bloga Agi 
Po zapoznaniu się z jej pomysłami będziecie patrzeć na opakowania kartonowe jak na złoto. 
Ja mam za szafą już dwa i marzę, żeby zamienić je w takie skarby jakimi Aga inspiruje. 
























środa, 18 października 2017

Moda na zielone



Jeszcze niedawno miałam 3 doniczki.
W jednej było drzewko szczęście, które naprawdę może mówić o szczęściu, bo doprawdy przez 8 lat jak je mam nie przypominam sobie, żebym je podlewała. 
W dwóch pozostałych fiołki Afrykańskie, które dostałam od Babci i przypadkowo postawiłam je w sypialni gdzie wpada dużo słońca, ale światło jest rozproszone, bo praktycznie rolety ciągle są zasłonięte. Im to, jak doświadczyłam i doczytałam, bardzo odpowiada. 
Rosną, mają dzieci i ciągle kwitną. 




Udawało się z fiołkami, więc zapragnęłam więcej zielonego. W tym celu złożyłam rabunkową wizytę mojej Mamie. 






Kiedy ogoliłam ją już ze wszystkiego, a było mi mało, złożyłam tym razem cywilizowaną wizytę w sklepie internetowym zielony parapet. Tam kupiłam te maleństwa. 



Znajdź 5 różnic. Zdjęcie z końca września i z teraz.



Następnie wyciągnęłam antenki, a w odpowiedzi Iwona z Niecodziennego Zakątka i Ola @Colorolii  
sypnęły zielonymi😘😘😘💚💚💚














Mam Ci ja na swoim koncie sukcesy. Korzonki, korzonki, korzonki :D




Mogę do nich zaliczyć również zamienienia zagłówka w sypialni na TO
:D:D:D






I spektakularne wzrosty niektórych bejbików. 













Na koniec pokaże jeszcze przybyszy z Nowej Zelandii. Corokia i Sophora. 
Te kupiłam u ro_ślinki






Palec pod budkę kto wkręcił się w modę na zielone we wnętrzach? 
Ja tak!!!:):):)
Przemeblowuje właśnie mieszkanie, żeby mieć więcej miejsca na zielonych przyjaciół..
;)



środa, 11 października 2017

STOLIK i KRZESEŁKA pod WAŁEK




























Ponieważ jak się okazuje mój Mąż Przemysław czyta jednak tego bloga, muszę napisać sprostowanie do jednego z ostatnich postów.
Mam odszczekać kolejno, że mój Małżonek szanowny nie jest fanem piłkarskim nie najwyższych lotów i że owszem czasem brzydko mówi na temat reprezentacji Polski, jak tej nie wychodzi, ale tak trzeba, bo to jest krytyka konstruktywna...


Nawiązując do ostatniego posta o malowaniu mebli to zrobił mi on smaka na kolejne malu malu i tak pod wałek trafił poniższy zestaw mebelków z Ikei. 


Oprócz malu malu zrobiła jeszcze szyju szyju wypychu tapicerku, bo ta dykta na krzesełkach taka nie miła i taka nie ładna. Na jedno krzesełko dała takie białe milutkie futerko/bardzo praktyczne przy dwulatku pasjami malującym farbami/, ale ponieważ jest też grubiutkie to wiele nerwów kosztowało ją zainstalowanie go. Na drugie więc się już nie wysilała i nawlekła zwykłą cienką tkaninę. 
W kwiaty. To się chłopak ucieszył!
No, ale dla kogo ja to robię?
Przecież wiadomo, że dla siebie;)











Potem jeszcze nie mogłam się opanować to se ramki na kolor walnęła.


Inspiracją do zmian w pokoju StAsia była robota jaką Aga, Pańcia bloga Agea happiness, odwala w pokoju swoich dzieci. 
Zaprosiłabym Was do niej na nowy post, bo wiem, że taki powstaje, ale zaglądacie na własną odpowiedzialność. 
Czego ona dla tych dzieci nie robi, nie zdobi, nie szyje, wycina, modzi i animuje.  
Super Mama!!!


A wy coś zmalowałyście w ostatnim czasie?

AA jak Twoja szafa?

Jołaśka:)